Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tutorial. Pokaż wszystkie posty

Jak dokonać niemożliwego, czyli podróż z bagażem podręcznym


TYTUŁEM WSTĘPU

Nie odkryję Ameryki, jeśli stwierdzę, że niesamowicie dużo zależy od naszego nastawienia. To fakt faktyczny i prawda najprawdziwsza. Jednak pokuszę się o stwierdzenie, że wielu z nas często o tym zapomina i zaprzyjaźnia się z takimi słowami jak: nigdy w życiu, to się nie uda, zapomnij, to nie dla mnie, boję się. A gdyby tak chociaż raz spróbować?


 I zanim zanudzę was moim filozofowaniem, powiem tylko, że chyba w każdej dziedzinie naszego życia nastawienie gra ogromną rolę. Jeśli skupimy się na podróżowaniu, możemy wyróżnić dwie główne grupy osób (i tysiące pobocznych, ale nie o nich dzisiaj mowa). Pierwsza grupa raz na kilka lat zabukuje urlop w biurze podróży, wyda grube tysiące i leci „na gotowe” (zwykle nad hotelowy basen, bo poza murami czyha prawdziwe życie, a życie jak wiadomo zwykle prowadzi do śmierci). Druga grupa, wychodzi z założenia: chcieć to moc. Zwiedza świat, ten bliższy i ten dalszy, na własną rękę. Samolotem, kajakiem, autostopem, najważniejsze, żeby znaleźć najkorzystniejszą opcję. W końcu jeśli dzisiaj zaoszczędzę, jutro mogę wydać zaoszczędzone na kolejną podróż.

                        kieszonki, które można dowolnie „przestawiać” 

JAK TO MOŻLIWE?


Dzisiaj skupię się na jednym z aspektów taniego podróżowania. Tu znowu wszystko zależy od naszego nastawienia: mogę stwierdzić, że latam tylko klasą biznes (bo motłoch, bo ciasno, bo duszno, bo…) i z 3 walizkami (bo płaszczyk, bo kozaczki, bo prostownica, bo…) albo zabukować bilet w tanich liniach (nie dość, że tanie, to jeszcze ciągle mają jakieś promocje!) i świadomie zrezygnować z zabierania normalnego bagażu, czyli podróżować tylko z bagażem podręcznym. 
kosmetyki
Ogólnie mówiąc, zasady są dwie: minimalizm (wybaczcie, ale nie będzie definicji) oraz…ubiór na cebulkę! Zwłaszcza zimą ma to ogromne znaczenie, ale nie tylko. Działa to tak: w plecak czy walizkę pakujemy aparat, laptopa, bieliznę, kosmetyki, jakieś sukienki czy inny sweterek, a na siebie zakładamy od dołu: najgrubsze skarpety, buty trekkingowe, legginsy, ciepłe spodnie, koszulkę, bluzkę z długim rękawem, bluzę, kurtkę, szalik, czapkę i co tam jeszcze. Ja wiem, lotnisko to nie Antarktyda, ale przecierpimy chwilę na odprawie i już w samolocie możemy ściągnąć większość warstw zaoszczędzając majątek na bagażu
Latem sprawa jest prostsza, ale i tak założę bluzę, na to cieplejsza bluzę, a na nogi wygodne buciory.

 W CO PAKUJEMY?

Równie ważne jest, W CO zamierzamy się spakować. Żeby zdecydować, co jest dla nas najlepsze, musimy sprecyzować swoje potrzeby. Philipp zazwyczaj zabiera laptopa i trochę ciuchów, a w tym roku też naszą maskę i rurkę do nurkowania, dlatego on spakuje się w zwykły plecak. Ja z kolei muszę zabrać moją krowę, zwaną również aparatem fotograficznym. I tu nieoceniony jest mój specjalistyczny plecaczek. Plecaczek do trekkingu, na aparat i ekwipunek, z ochroną przed kradzieżą (można go otworzyć dopiero po zdjęciu z pleców) i miejscem na przywieszenie statywu. Jeśli „ekwipunek” zamienić na ciuchy i kosmetyki – voila! Pakowanie zakończone.


Musimy oczywiście pamiętać o kilku podstawowych zasadach:
1.     W większości linii lotniczych bagaż podręczny ma max. wymiary 55cm x 40cm x 20 cm, ale wartości te różnią się niekiedy (np. 25 cm zamiast 20, albo 35 czy 45 zamiast), dlatego koniecznie sprawdźcie przed wylotem. Waga to zazwyczaj 10 kg.
2.     Zabieranie płynów jest dozwolone, jednak tylko takich o pojemności nie przekraczającej 100 ml, dodatkowo zapakowanych w foliową, zamykaną torebkę.
3.     Na pokład nie zabieramy broni, czyli np. pilniczków i nożyczek do paznokci.
4.     Mini-torebeczka czy torba na laptopa to według tanich linii lotniczych dodatkowy bagaż, dlatego WSZYSTKO, co chcemy zabrać, musi przed odprawa zostać zapakowane w plecak/walizkę. 


                                                          CO PAKUJEMY?

Pakujemy tylko to, co naprawdę nam potrzebne. Latając „normalnymi” liniami z „normalnym” bagażem, większość rzeczy nawet nie wypakujemy. Ja na takie wyprawy zabrałam już nie raz książki do nauki (khe, khe), tonę ciuchów, których ani razu nie założyłam i tonę kosmetyków, których ani razu nie użyłam.

a na wierzch japonki i sweter


Tym razem, na tygodniowy pobyt na Lanzarote zabieram to:

1.     Kosmetyki (wszystkie w wersji mini): szampon, odżywkę, żel pod prysznic, krem do twarzy, żel do mycia twarzy balsam, perfumetki, maskarę, kredkę, szminkę, płatki do demakijażu, pastę i szczoteczkę do zębów.  Są to zazwyczaj próbki (z gazet, dodawane do kosmetyków, czy wyżebrane w perfumerii) bądź wygrane mini-kosmetyki. Można też przełożyć trochę kosmetyku do pustego już, mniejszego opakowania po  innych kosmetykach. Ja tak robię z odżywką do włosów.
2.     CIENKIE ubrania. Czyli zajmujące najmniej miejsca. Pewnie tez to znacie, są sukienki, które zmieszczą się w kieszeni płaszcza, a są takie które zajmują pół tylnego siedzenia w samochodzie. Weźcie te pierwsze.
3.     Bielizna i bikini – tu można szybko przesadzić. Naprawdę nie potrzebujemy 5 różnych bikini z oczywistych względów i 12 par skarpet, bo po pierwsze: i tak mamy zamiar chodzić w japonkach, po drugie: tam, gdzie jest kran i mydło, jest też możliwość przeprania skarpetek.
4.     Ładowarka do aparatu, telefonu, karta pamięci, może dodatkowa bateria?
5.     Buty – ciężkie/ciepłe na nogi, japonki do plecaka.
6.     Cienka bluza – na siebie. Bardzo gruba bluza – na siebie. Sweterek – do plecaka. Szal, który świetnie chroni przed wieczornym chłodem – na siebie (w końcu w samolotach są przeciągi!).
7.     Niewielka torebka, która też musi zmieścić się do podręcznego.
8.     Miejsce na cos, o czym bankowo zapomniałam, a o czym przypomnicie mi w komentarzach. Ooo, już mi się samej przypomniało: podstawowe leki. Jakieś krople na żołądek, woda utleniona, plastry, tabletki przeciwbólowe. 

trampki czy buty trekkingowe?

POST SCRIPTUM

Jeszcze chyba nigdy nie spakowałam się na dzień przed odlotem. A na dwa dni już na pewno nie. Ale czego nie robi się dla bloga? W piątek lecimy!!!


Malowanie światłem: mini - kurs


Ten post miał być opowieścią o życiu w mieście seksu i biznesu, ale mu się w międzyczasie odwidziało. Zamiast tego, jest on zaproszeniem do pewnej kreatywnej zabawy. Niektórzy z Was na pewno pamiętają mój niedawny wpis pt.: „Malowane światłem” i moje pierwsze nieśmiałe próby stosowania tej techniki. Chociaż do tej pory próbowałam tylko 2 razy, zakochałam się w tym zajęciu bez pamięci i mam zamiar ćwiczyć swoje umiejętności, jak tylko nadejdą trochę cieplejsze noce. W międzyczasie spróbuję przekonać Was do wypróbowania tej metody poprzez pokazanie jej niesamowitej prostoty. Nie chcę zgrywać eksperta, bo nim po prostu nie jestem, aaaale zamierzam pokazać Wam kilka podstaw, gdyż sama bardzo długo o malowaniu światłem tylko czytałam i większości z tego nie rozumiałam bądź uznałam za niewykonalne. Totalna bzdura i teraz naprawdę nie rozumiem, czego ja w tym nie rozumiałam ;)




Co będzie potrzebne?


1.     Na pierwszym miejscu jest oczywiście aparat i to taki, który umożliwia długi czas naświetlenia. Tzn. lustrzanka bądź kompakt posiadający taką funkcję, a nawet smartfon wyposażony w  odpowiednią aplikację.
2.     Statyw bądź w razie jego braku płaskie podłoże
3.     Wężyk spustowy do zwolnienia migawki (wężyk nie jest obligatoryjny, wystarczy ustawić samowyzwalacz)
4.     Źródło światła (latarka, lampka od roweru, lampki choinkowe, światełko punktowe – tzw. laser)


Jak się do tego zabrać?


Zaczynamy oczywiście od ustawienia aparatu. Po pierwsze: ustawiamy ostrość ręcznie (w Canonie ta funkcja umiejscowiona jest przy samym obiektywie – wystarczy, iż zamienimy AF na M). Jest to niezbędne, gdyż w trybie automatycznym aparat ciągle na nowo chciałby ustawić ostrość próbując złapać któreś ze źródeł światła. Następnie ustawiamy opcję długiego naświetlenia (w Canonie jest to albo samodzielna funkcja B – Bulb, albo ustawić należy funkcje M i wybrać najdłuższy czas naświetlenia – najlepiej nieokreślony).
Tak przygotowany aparat montujemy na statyw bądź stawiamy na płaskie podłoże (tej opcji nie próbowałam, ale dlaczego miałoby się nie udać?).

Jak fotografować?


Jeśli mamy wężyk, sprawa jest prosta – naciskamy na „start” i biegniemy przed obiektyw aparatu. Malujemy aż wydaje nam się, iż efekt będzie zadowalający, po czym wyłączamy lampki i biegniemy do wężyka, aby nacisnąć na „stop”. Z samowyzwalaczem sprawa wygląda podobnie, musimy tylko pamiętać, ze nasze działania ogranicza ustawiony wcześniej czas. Ile czasu potrzebujemy? To zależy, jak skomplikowane jest dzieło. Musimy tylko pamiętać, że im dłuższy czas, tym większe jest naświetlenie postaci malujących oraz tła, które może być widoczne na zdjęciu, jeśli czas ten jest zbyt długi.


Jak malować?


Szybko! Jeśli tylko na chwilę zatrzymamy się w trakcie malowania, na zdjęciu ukażą się gwiazdki (widoczne na moich zdjęciach). Oznacza to nie mniej nie więcej, iż potrzebny nam plan, co i gdzie malujemy, bo podczas tworzenia nie ma czasu na rozmyślania. Dopisek od Niny/Agiprzy szybkim ruchu pędzlem (źródło światła) uzyskujemy cienkie linie światła. Natomiast przy powolnym ruchu linie te są bardziej wyraźne i grubsze!
(Wiedziałam, że o czymś zapomnę ;))

Co malować?



Tu liczę na Waszą kreatywność i kilka podpowiedzi. W zasadzie malować można wszystko, na pewno jeszcze nie raz pobawię się w odmalowywanie postaci, jednak mam ochotę na więcej. Podzielicie się pomysłami?