Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lanzarote. Pokaż wszystkie posty

10 rzeczy, których nie wiecie o Kanarach


W końcu udało mi się wrócić do serii „10 rzeczy, których nie wiecie o…”, tym razem jest o Kanarach, a dokładnie Lanzarote. W planie jeszcze kilka miejsc, ale najpierw przeczytajcie to:


Inne z tej serii:



Pełna gracji La Graciosa


Dzisiaj powtórka z rozrywki - mało tekstu, dużo zdjęć, czyli Rozdroża nadal wakacjują. Zapraszam do obejrzenia chyba już ostatniej serii zdjęć z Lanzarote, według niektórych, jej najpiękniejszego widoku - na pełną gracji wyspę La Graciosę!



















W chmurach

 

Trasa: Karlsruhe Baden-Baden => Lanzarote Arrecife

Czas: 4 h 20 min

Cena: śmiesznie niska

Widoki: NIEZAPOMNIANE!

 















O nie, znowu Lanzarote?


Jedną z atrakcji Lanzarote są żyjące pod wodą kraby albinosy – można je znaleźć tylko w jednym miejscu na świecie – podwodnej lagunie Jameos del Agua. Dlaczego akurat tam? Nie wie nikt. 

Pochodzący z wyspy artysta César Manrique wykorzystał okazję i stworzył z tego miejsca kolejną atrakcję turystyczną. W jaskini mamy dwie restauracje, na zewnątrz sztuczną lagunę (pytanie Gabi: to był wasz basen?), egzotyczną roślinność i mini-muzeum (musicie wiedzieć, że César Manrique to postać kultowa na wyspie, skomercjalizował wszystko, co można było skomercjalizować, postawił kasy biletowe i dał mieszkańcom narzędzie do zarabiania. Miał facet głowę na karku!

Ta podwodna laguna to tylko część ciągnącej się jaskini lawowej, będącej z kolei częścią 7-kilometrowego systemu lawowych tuneli – jednego z najdłuższych na świecie! Żeby zwiedzić Cueva de los Verdes, trzeba kupić kolejny bilet wstępu (lub skorzystać z biletu łączonego, który zdecydowanie bardziej się opłaca), ale bilet warty jest swojej ceny. 40-minutowy, podziemny (podlawowy) spacer dostarcza niesamowitych wrażeń, zwłaszcza jedno miejsce zapamiętacie do końca życia, jednak obiecałam, że nie zdradzę jego tajemnicy. Jeśli jednak chcecie poszukać rozwiązania w Internecie, nie mogę Wam tego zabronić ;).

Warto wspomnieć, iż w obu miejscach znajdują się sale koncertowe. Już dawno chciałam przeżyć koncert w jaskini (ta akustyka!), jednak również tym razem nie było mi to dane. Zapraszam do obejrzenia zdjęć, niestety tylko z Jameos del Agua, spacer po jaskini z aparatem nie wydawał mi się być dobrym pomysłem (wąsko, ślisko), a w miejscu (miejscach), w których bardzo wskazane byłoby robienie zdjęć, po prostu zaparło mi dech w piersiach i zapomniałam, wybaczcie ;)
















Więcej na temat Lanzarote:

http://www.kasianarozdrozach.pl/2013/06/podwodna-lanzarote.html
http://www.kasianarozdrozach.pl/2013/06/prosze-zapiac-pasy-lecimy-na-marsa.html
http://www.kasianarozdrozach.pl/2013/07/lanzarote-o-kuchni-bez-kuchni.html
http://www.kasianarozdrozach.pl/2013/07/morza-nigdy-za-wiele.html
http://www.kasianarozdrozach.pl/2013/07/najprzyjemniejsza-terapia-swiata.html

Przypominam również o nowej akcji:

http://www.kasianarozdrozach.pl/2013/07/bloguj-na-rozdrozach.html


Najprzyjemniejsza terapia świata


Ten post równie dobrze mogłabym zatytułować „Mała Kasia w wielkim świecie”. Bo jak inaczej nazwać, że widząc szyld „Muzeum Winoterapii”, zamiast pokiwać głową z uznaniem i zrozumieniem, ja z wrażenia prawie spadam z fotela (to znaczy prawie bym spadła z fotela, gdyby to nie był fotel samochodowy, z którego jak wiadomo bardzo ciężko jest spaść). Co jak co, ale moja wyobraźnia znajduje się zawsze w stanie gotowości. Czasem jest to męczące, zwłaszcza, gdy chcę w nocy jechać na rowerze polną drogą (Rodzice, proszę nie czytać, a jak już przeczytaliście, to przypomnijcie sobie, że mieszkam w sielskiej Szwajcarii), czasem z kolei przyprawia mi dużo radości. I tak, wyobraziłam sobie siebie, w bikini pod palmą, z kieliszkiem wybornego primitivo, a Philipp z Agatą wachlowali mnie liśćmi bananowca. Z każdym łykiem byłam szczęśliwsza i z delikatnym uśmiechem błądzącym w kąciku ust obserwowałam słońce powoli znikające za horyzontem (a dokładnie w oceanie). Uhh, piękna wizja!
Niestety, nieprawdziwa.
Winoterapia nie polega niestety na piciu wina w miłym towarzystwie. To po prostu seria kosmetycznych zabiegów z wykorzystaniem oleju z pestek winogron (wulkanicznych!). To także kremy, mydła i balsamy, które sprawią, że już na zawsze zostaniemy piękni, gładcy i powabni!
Jeśli jednak już zabukowaliście bilety na Lanzarote licząc na terapię winem, nie rozczarujecie się. Wyspa ta, obok winoterapii, słynie również z wyjątkowego wina. Wyjątkowego, bo w końcu nieczęsto winogrona rośną na wulkanicznej ziemi. Większość produkcji to ku mej rozpaczy wina białe, ale naprawdę dobrej jakości. Wycieczka po winiarniach wyspy na pewno nie będzie straconym czasem. W niektórych z nich zajrzymy do muzeum wina, w innych spróbujemy lokalnych serów, we wszystkich bez wyjątku za niewielką opłatą będziemy mogli skosztować lokalnego wina. Jedne z nich są eleganckie i okazałe, na plazmowych telewizorach obejrzymy film o produkcji wina krok po kroku, inne są niewielkie, a podłogę zastępuje klepisko. Łączy je jedno. Miłość do wina. Bo trzeba wino kochać, żeby zdecydować się na jego uprawę na tej nieprzyjaznej rolnictwu ziemi. Czarny, nieurodzajny piach, trwająca większość roku susza i niesamowite wiatry sprawiają, że uprawa jest co najmniej trudna. Niewielkie krzaczki rosną pojedynczo, w kraterach dochodzących do 3 metrów głębokości, murkami osłonięte przed wiatrem i wyschnięciem.  Dojrzałe winogrona zbierane są oczywiście ręcznie, bo w takich warunkach niemożliwe jest użycie maszyn. Brzmi jak ciężka praca, prawda? Jednak to praca, która się opłaca (ha, po częstochowsku!), bo wina są pyszne!

Tradycyjnie zapraszam do obejrzenia zdjęć. 


PS. Kosmetyki pachną jakby były zrobione z cukierków, mniam!

PS.2. Większość facetów nie znosi takich zapachów na kobiecie ;)


















Więcej na temat Lanzarote:

http://www.kasianarozdrozach.pl/2013/06/podwodna-lanzarote.html
http://www.kasianarozdrozach.pl/2013/06/prosze-zapiac-pasy-lecimy-na-marsa.html
http://www.kasianarozdrozach.pl/2013/07/lanzarote-o-kuchni-bez-kuchni.html
http://www.kasianarozdrozach.pl/2013/07/morza-nigdy-za-wiele.html