Do Mediolanu trzeba dorosnąć. Lata świetlne temu odwiedziłam Wiedeń na jednodniowej wycieczce i od tej pory powtarzałam każdemu, kto chciał tego słuchać, jak nudne i naburmuszone jest to miasto. Stare mury i nabzdyczone pańcie w futrach rozprawiające z nabzdyczonymi gentlemenami przy filiżance kawy o operze. Gdybym wtedy odwiedziła Mediolan, na bank dołączyłby do Wiednia na czarną listę. Na szczęście... odwiedziłam go dopiero teraz!
 |
| Il Duomo (Katedra Narodzin św. Marii) |
Mediolan funkcjonował w mojej wyobraźni jako światowa stolica mody, miasto stare i eleganckie. Nigdy nie łączyłam tego wyobrażenia z tak bliskim mi geograficznie (odkąd mieszkam w Szwajcarii) włoskim Milano. Dopiero chęć spełnienia marzenia z dzieciństwa (Cirque du Soleil, który w ostateczności niestety mnie rozczarował) oraz fakt, że jadąc latem do Ligurii nie mieliśmy już czasu na zwiedzenie tego miejsca, sprawiły, że wybraliśmy się tam w przedostatni weekend listopada.

Pierwsze wrażenia
Do hotelu dotarliśmy dosyć późno, bo koło 20-21 piątkowym wieczorem. Specjalnie wyszłam wcześniej z pracy, żeby uniknąć korków w szwajcarskim tunelu Gotthard (wyobrażacie sobie stanie w kilkugodzinnym korku w tej 15-kilometrowej betonowej trumnie? Ja nie i dlatego zazwyczaj jeździmy przez tunel San Bernardino, co i Wam polecamy). Korki zaczęły się dopiero pod samym Mediolanem (piątek wieczór, nie byliśmy zdziwieni) i od razu wyzwoliły we włoskich kierowcach wszystko, co najgorsze. Trąbienie, zajeżdżanie drogi, wciskanie się i przejeżdżanie przez odgradzające pasy wysepki, a także komletne ignorowanie kierunkowskazu pokazały, że pojechaliśmy w dobrym kierunku.
Sam hotel znajdował się w północno-wschodniej części miasta, 3,5 km od serca Mediolanu - katedry. Nawet bym go Wam poleciła, ale nie zasłużył ;) Właściwie nie mieliśmy wielkich planów na ten wieczór. Chcieliśmy zjeść coś ciepłego, napić się lampki wina i chłonąć atmosferę. Niestety, stało się inaczej. Metrem podjechaliśmy pod katedrę (imponujący marmurowy, zapierający dech w piersiach kolos, którego budowę rozpoczęto w 1386 roku i zakończono dopiero w latach 90tych XIX wieku) i rozpoczęliśmy marsz. Wielogodzinny. Bez celu. A raczej z jednym celem: zobaczyć wszystko! I może gdybyśmy zdecydowali się pójść w północno/wschodnim kierunku (patrząc na katedrę), udałoby nam się przysiąść w jednej z przyjaznych, niewielkich knajpek i w ten sposób uratować wieczór.
|
 |
| Piazza dei Mercanti |
My jednak wybraliśmy kierunek na zachód i zagłebiliśmy się w sieci eleganckich ulic z eleganckimi sklepami i jeszcze elegantszymi restauracjami. Do hotelu wróciliśmy w środku nocy głodni, przemarźnięci i zmęczeni. Udało nam się zasnąć mimo ścian i okien przepuszczających KAŻDY odgłos, a już o 6 zadzwonił telefoniczny budzik. Zamówiony? Może nie tak, ale nie przez nas. Tej nocy śniliśmy o raczej pustym, jeśli chodzi o turystów czy mieszkańców i bardzo pełnym jeśli chodzi o nagromadzenie pięknych historycznych budynków na kilometrze kwadratowym, centrum miasta. I bezdomnych śniących własną bajkę pod kapiącymi od złota i przepychu eleganckimi sklepami. I wszędobylskich sprzedawcach róż, którzy liczą na łatwy zarobek, zaczepiając każdą napotkaną parkę. I o pani prostytutce stojącej na rogu ulicy w pobliżu naszego hotelu, o której nogę prawie potknął się Philipp. I o jej koleżankach na kilku innych rogach. I o ogromnych reklamach świetlnych, które skutecznie przysłoniły bogato zdobiony łuk wejścia do Galerii Vittorio Emanuelle II, ściany katedry (!!) oraz historyczny budynek, w którym znajduje się McDonald i z którego piętra ma się podobno niezastąpiony widok na katedrę. I o prawie zupełnym zignorowaniu zbliżających się Świąt. Gdy w Zurychu rozpoczął się już jarmark bożonarodzeniowy, a ulice rozświetlone były milionem lampek, Mediolan w ogromnej większości ignorował jeszcze temat.
 |
| Piazza dei Mercanti |
Drugie wrażenia
Ile ludzi! Plac katedralny i długa, pełna sklepów Via Dante prowadząca do Zamku Sforzów przepełnione były sobotnim przedpołudniem do niemożności. Panowie (stawiam na południowo-wschodnio-europejskie pochodzenie), którzy w piątkowy wieczór próbowali za pomocą bukietów czerwonych dopomóc zakochanym rozgrzać ich serca do czerwoności, z samego rana wyszli na ulice, żeby dalej sprzedawać. Tym razem plastikowe kijki mające pomóc samotnym w robieniu sobie zdjęć, tzw. selfie. Chociaż niekiedy na jednym metrze było ich trzech, nie byli oni specjalnie uciążliwi. W przeciwieństwie do przybyszy z dalekiej Afryki, rzucających nam na nadgarstek kolorowe sznurki i próbujących je na tymże nadgarstku umocować. "Mój przyjacielu, to za darmo, tylko dla ciebie, na szczęście". Jeśli dałeś się złapać - buliłeś. Wszędobylscy policjanci nie mieli z tym najmniejszego problemu. Dużo takich "przyjaciół" spotkacie w murach Zamku Sforzów. A już sama tylna brama to taki mediolański stadion narodowy ... Mimo tego... Zamek Sforzów powali Was na kolana. Ta forteca z połowy XV wieku zrobiła na mnie ogromne wrażenie. I chociaż nie umywa się ona do chociażby andaluzyjskiej Alhambry czy naszego zamku krzyżackiego w Malborku, spędziliśmy ze dwie godziny na jej dziedzińcach. Niestety nie wystarczyło już czasu na mieszczące się w środku muzea.
Kolejnym "must see" jest Piazza dei Mercanti - dawne, średniowieczne centrum miasta. Łatwo je przegapić biegnąć od katedry do kolejnych zabytków. Jeśli jednak wiecie, że znajduje się dokładnie za McDonaldem, na pewno ten plac znajdziecie (a jeśli wylądujecie w w tym burgerowym "raju", wychodząc tylnym wyjściem wylądujecie dokładnie tam!) Nie jestem ekspertem od architektury, dlatego oszczędzę Wam długiego wykładu. Ale ekspert czy nie, pokochasz ten plac! A może nawet spotkasz modelki w czasie sesji? W baardzo dziwnych pozach?
Lubię mieć dużo czasu na poznawanie danego miejsca, lubię być przy tym wypoczęta i nieograniczona przez pędzący czas. Z drugiej strony zdecydowanie wolę ekspresowy citytrip niż pozostanie w domu! I chociaż nie zobaczyliśmy wszystkiego, przeszliśmy kilometry rozkoszując się atmosferą miasta, zajrzeliśmy do wnętrza katedry (która zdecydowanie więcej oferuje na zewnątrz niż wewnątrz - może dlatego, że nasza własna, w Konstanz, jest już imponująca), byliśmy pod La Scalą i dokształciliśmy się w temacie sztuki XIX wieku w Gallerie d'italia piazza della Scala, przejechaliśmy się starym żółtym tramwajem, który wspinając mozolnie pod górę przywodził na myśl Lizbonę i jej tramwaje. Nie zobaczyliśmy... wiele, ale wszystko przed nami! A Wy możecie doczytać co przegapiliśmy (albo na co nie było po prostu czasu) u Ewy na blogu.
Transport
Mediolan ma świetnie rozwiniętą sieć metro, autbusów i tramwajów. Przejazd metrem (z przesiadkami na inną linię w obrębie stacji) kosztuje 1,5 euro, bilet dzienny 4,5. Jeśli chcecie dotrzeć tam samochodem pamiętajcie, że autostrady są płatne. Od północnej granicy z Włochami zapłaciliśmy niecałe 4 euro, czyli tyle co nic (letni wypad do Ligurii był już droższy). Musicie jednak pamiętać o obowiązkowej winiecie, jeśli chcecie przejechać przez Szwajcarię, a ona kosztuje 40 franków rocznie. Do tego będziecie musieli zaparkować najprawdpodobniej na jednym ze strzeżonych parkingów (10-25 euro za dobę) i może się zdażyć, że utoniecie w czerwonej fali świateł drogowych i niekończącym się korku. Jeśli akurat nie mieszkacie w pobliżu, najlepiej będzie zabukować bilet na samolot. No chyba, że akurat jesteście na wakacjach w Szwajcarii (albo tu mieszkacie), wtedy macie możliwość skorzystania z niemieckiego odpowiednika Polskiego Busa (meinfernbus.de), który za 19 euro zawiezie Was z Zurychu do Mediolanu.
Jeśli chodzi o bilety na metro, obiło mi się o uszy (przeczytałam na automacie), że jest coś takiego jak bilet nocny. To dlatego bramki nie przepuszczały nas ze zwykłym biletem! Na szczęście wszyscy "strażnicy bramek" przepuszczali nas po prostu dalej, nie rzuciwszy nawet okiem na bilet. Taka podpowiedź dla dusigroszy, na którą wpadłam całkiem przypadkiem (prawdopodobnie udałoby się na jednym bilecie jeździć metrem w tą i z powrotem. Przez tydzień.) ;)
Jedzenie
Jeśli zależy Wam na porządnym śniadaniu w hotelu, możecie mieć problem. Oczywiście poza klasą budżetową ten problem znika, ale zakładam, że wiekszość czytelników nie chce wydać kokosów na nocleg. Większość hoteli (budżetowych) oferuje bardzo skromne, słodkie śniadania, z jogurtem z plastiku i rogalikiem z papierka. Nasz też to miał! Ale miał też kilka innych fajnych rzeczy. Warto zwrócić na to uwagę przy rezerwowaniu, jeśli zależy Wam na śniadaniu ;)
 |
| Przed-EXPO |
Jeśli chodzi o jedzenie "na mieście", trochę daliśmy plamę. Widząc, co oferują pułapki na turystów w centrum, wybraliśmy się na wschód od katedry, szukając pewnej knajpki, której nazwy niestety nie pamiętam... Po drodze minęliśmy jednak wiele trattorii, kafejek czy przeróżnych piekarni, których ze świecą szukać w eleganckiej części miasta. Gdy w końcu dotarliśmy do wybranego miejsca, było już po 14.30. A to oznacza jedno - kuchnia zamknięta do 19.30, jak w wielu innych miejscach. Poratowała nas właśnie piekarnia.
 |
| Zamek Sforzów (Castello Sforzesco) |
Wieczorem, zamiast czekać aż otworzą wybraną przez nas restaurację, zdecydowaliśmy się na aperitivo, które rozpoczyna się zazwyczaj już o 18. Wybraliśmy polecaną przey tripadvisor knajpkę samym kanałem Naviglio Grande i zapłaciwszy 10 euro za koktajl (są też miejsca, gdzie kosztuje to 8 euro) najedliśmy się do syta. Makarony, pyszna pizza margherita, antipasti, sery, i wiele innych, a na deser cudny budyń czekoladowy. Nie wspominając o tym, że koktajl też był pyszny i mocno uderzający do głowy. Jeśli chodzi o same kanały... Ktoś gdzieś porównał je z Wenecją. Nie sądzę, żeby to było trafne porównanie. Kanały wysuszone w całości, bądź w połowie, nie wyglądają zbyt fajnie (ale może mam zbyt wysokie wymagania żyjąc na styku Renu z Jeziorem Bodeńskim). Za to dzielnica, w której się znajdują jest żywa, pełna alternatywnych miejsc i wyluzowanych ludzi. Jeśli nie wiecie, gdzie spędzić wieczór w Mediolanie - wybierzcie się tam!
A jeśli macie ochotę na kawę, zróbcie jak mieszkańcy Mediolanu - zamówcie espresso przy barze, unikniecie wtedy przesolonych cen "za stolik".
 |
| Zamek Sforzów (Castello Sforzesco) |
Tripadvisor
Mediolan zwariował na punkcie tego portalu polecającego wszystko i wszystkim. Galerie, hotele, zabytki i restauracje pooblepiane są napisami "polecane przez tripadvisor", a turyści chodzą z nosem wlepionym w smartfon i z szaleństwem w oczach wykrzykują: to musi być to, to polecał tripadvisor! I chociaż to całkiem praktyczne narzędzie, żeby się zorientować mniej więcej "co warto" w danym miejscu, nie powinniśmy ufać mu bezgranicznie. Całkiem niedawno w szwajcarskiej prasie ukazał się kolejny artykuł, jak ocenia się na takich portalach i czy tym ocenom można ufać. Był sceptyczny...
 |
| Zamek Sforzów (Castello Sforzesco) |
Toalety!
Wybaczcie, że tak przyziemnie, ale nie pytacie się czasem w obcym miejscu, gdzie można by przypudrować nosek? Ewa we wspomnianej wyżej relacji skarżyła się, że w Mediolanie z tym krucho. My byliśmy raczej pod wrażeniem. Czemu? A no temu, że w samym Zamku Sforzów możecie za darmo przypudrować nosek. Pod samą katedrą macie Autogrill, który w sterylnych warunkach oferuje Wam możliwość przypudrowania noska za 50 centów, które możecie później wydać w ich sklepie/barze. No i jeśli wszystkie inne opcje zawiodą, zawsze pozostaje stary, dobry McDonald.
 |
| Zamek Sforzów (Castello Sforzesco) |
Podsumowanie
Mediolan nas oczarował. Nagromadzenie architektonicznych perełek zrobiło swoje. Niestety czasu mieliśmy zdecydowanie zbyt mało (niedziela była zaplanowana na występ oraz podróż do domu) i mam nadzieję, że kiedyś to nadrobimy. 2 tygodnie w tym mieście to prawdopodobnie za dużo, ale weekend od czasu do czasu? Koniecznie!
I chociaż na ulicach Mediolanu nie rozbrzmiewa na każdym kroku muzyka, a bywalcy kafejek nie zrywają się do tańca przy pierwszym takcie ulubionego utworu, jak Andaluzyjczycy... I chociaż brakuje mu uroku kolorowych włoskich miasteczek... Mediolan zdecydowanie zasłużył sobie na miejsce na Waszej liście "must see"!
 |
| Zamek Sforzów (Castello Sforzesco) |
Zapraszam do obejrzenia reszty zdjęć!
 |
| Zamek Sforzów (Castello Sforzesco) |
 |
| Zamek Sforzów (Castello Sforzesco) |
 |
| Zamek Sforzów (Castello Sforzesco) - handel |
 |
| Łuk Pokoju |
 |
| Piazza dei Mercanti |
 |
| Piazza dei Mercanti i bardzo interesująca poza |
 |
| Piazza dei Mercanti |
 |
| Piazza dei Mercanti |
 |
| Piazza dei Mercanti |
 |
| Il Duomo (Katedra Narodzin św. Marii) |
 |
| Il Duomo (Katedra Narodzin św. Marii) |
 |
| Il Duomo (Katedra Narodzin św. Marii) |
 |
| Galleria Vittorio Emanuele II |
 |
| Galleria Vittorio Emanuele II |