Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Liechtenstein. Pokaż wszystkie posty

Liechtenstein i jego tajemnice



Ile powiedzieć, aby nie zdradzić za dużo? Może wystarczy jak powiem, że  w najnowszym artykule na Monoloco porównałam się do Goethe´go? A może jeśli wspomnę, iż dowiecie się, jakie plany względem Liechtensteinu miał Snoop Dogg? A może... no dobra, reszty dowiecie się z mojego artykułu na Monoloco, zapraszam:
http://www.monoloco.pl/liechtenstein_z_widokiem_na_szwajcarie_ciekawostki_turystyczne-artykul

Liechtenstein, czyli najbogatsze państwo świata


Wciśnięte między Szwajcarię i Austrię, schowane wśród Alp, można je przeoczyć, jeśli się go nie szuka. Aż mnie świerzbią palce, żeby napisać, że to najmniejsze państwo świata, jednak nie byłoby to prawda. Chociaż bardzo, ale to bardzo, nie potrafię w to uwierzyć, istnieje jeszcze 5 innych, mniejszych państw. Niesamowite, prawda?

liechtenstein_vaduz

Liechtenstein mierzy w najdłuższym miejscu 24,77 km, w najszerszym 12,35 km. Oznacza to, że jest nawet mniejszy od kanaryjskiej wyspy Lanzarote, której długość wynosi całe 60km. Lanzarote – zwracam honor!

liechtenstein_vaduz

Jadąc w stronę Liechtenstein łatwo można się pogubić w temacie geografii politycznej, zły zjazd na rondzie i już stoimy pod austriackim przejściem granicznym. Wracamy i dalej jedziemy po Szwajcarii, mijając znaki drogowe zapraszające nas do zjazdu w stronę Niemiec, czy znowu Austrii. My jednak wypatrujemy tylko dwóch literek – FL, oznaczających księstwo Liechtenstein (Fürstentum Liechtenstein). I w końcu jest! Zjeżdżamy z autostrady i nagle… jesteśmy w Vaduz, stolicy państwa. Tak po prostu, bez pompy, bez przejścia granicznego, nawet tablicę informacyjną przeoczyłyśmy. Chcemy najpierw się rozejrzeć, poznać okolice, jedziemy więc przed siebie. Tu uniwersytet, tu McDonald´s, a tu upss… nagle znajdujemy się w sąsiedniej gminie, Triesen (jednej z jedenastu), po przejechaniu może 2 kilometrów? Wow. No nic, wracamy. W końcu dzisiaj sobota, 28 września, pora na odbywający się raz w miesiącu rynek wiejski (Bauernmarkt). W wyobraźni widzę te małe, wąskie uliczki w cieniu Alp, stoły zastawione dyniami, skrzyniami pełnymi winogron,  jabłkami, gruszkami, a może i jesiennymi truskawkami? 

liechtenstein_vaduz

Jak to zwykle bywa, rzeczywistość różni się zdecydowanie od naszych oczekiwań, a tych kilku stolików pod jakąś plandeką naprawdę nie można nazwać rynkiem. Dynie naliczyłam może dwie, do tego kilka słoików marmolady, jakieś stroiki robione przez dzieci, worek kartofli i to by było na tyle… A śliczne, wąskie uliczki? Trochę przeceniłam Vaduz, nie wiedziałam, czego się spodziewać, ale na pewno nie spodziewałam się jednej głównej ulicy mieszczącej wszystko, co najważniejsze (ratusz, muzeum sztuki, muzeum poczty i znaczków pocztowych, muzeum państwowe) pełnej fotografujących Japończyków i kilku pomniejszych ulic zamieszkanych przez trochę więcej niż 5 tysięcy Vaduzczyków.

liechtenstein_vaduz

Ok, widzimy, że nic tu po nas, zostawiamy samochód na podziemnym parkingu (w weekendy za darmo!) i ruszamy. Najpierw wspinamy się po wypielęgnowanych chodnikach, obok nas co rusz przejeżdża jakiś szykowny samochód, trąbiąc na zakrętach, aby zapobiec możliwej kolizji (bardzo możliwej, gdyż zakręty mają po 180 stopni każdy). W końcu docieramy do pierwszego celu naszej wyprawy – zamku, zamieszkanego przez książęcą, rządzącą rodzinę (Liechtenstein to monarchia konstytucyjna). Niestety (co wiedziałyśmy już wcześniej, ale mimo wszystko) nie dane nam było zobaczyć chociaż jednego ze 130 pomieszczeń należących do zamku. Nie dane nam było nawet obejrzenie należących do zamku ogrodów, gdyż cały teren zamknięty jest dla zwiedzających.

liechtenstein_vaduz

liechtenstein_vaduz

liechtenstein_vaduz

liechtenstein_vaduz


  Nic to, zostawiamy wypielęgnowane trawniki i drogi i wchodzimy w las, nadal się wspinając. Zmierzamy w kierunku kolejnego zamku, bardziej przyjaznego zwiedzającym. Tu ruiny zamku Schalun, zwanego również Wildschloss (dziki zamek). Znajdują się kilkaset metrów wyżej niż samo Vaduz i jeśli będziecie szli w jego stronę i po półtorej godziny myśleli, że ta droga nigdy się nie skończy, nie poddawajcie się, kiedyś się skończy!
        
Kocham stare mury, jest w nich tyle historii, tyle lat pełnych opowieści. A gdy zamknę oczy, widzę małą Ronję i jej zbójników. Czuje zapach pieczonego mięsiwa i ciepło paleniska. Otwieram oczy i widzę Ali jedzącą jajko i bułę z serem. Życie.

liechtenstein_vaduz

liechtenstein_vaduz

liechtenstein_vaduz

liechtenstein_vaduz

 Do miasta schodzimy inną drogą. Na początku jest stromo i trochę niepewnie (kamienie i korzenie), potem droga staje się przystępniejsza i prowadzi do… no właśnie, dokąd? Do małego domku nad wodą. Woda wygląda jakby żywcem wycieli ją z prospektu reklamowego o Karaibach, czy to naprawdę możliwe, że to przepompownia ścieków? Nie wiemy, idziemy dalej.  

liechtenstein_vaduz

Do miasta wchodzimy tym razem od innej strony, mijamy piękne posesje, winnice, tajemnicze ogrody. Chyba wyemigrujemy! W końcu 1/3 mieszkańców Liechtenstein to obcokrajowcy! Jest jednak małe „ale” – rocznie tylko 72 osoby (inne źródła mówią o 64) otrzymują pozwolenie na pobyt, szczęśliwcy wybierani są w drodze losowania. Dlatego zmiana planów, zagram lepiej w totka…

liechtenstein_vaduz

liechtenstein_vaduz

liechtenstein_vaduz

Przeczytaj również o mojej ostaniej wyprawie w Alpy: