Pokazywanie postów oznaczonych etykietą blogi. Pokaż wszystkie posty

Instagram, jakiego jeszcze nie znasz



Polecanki, macanki, a głupiemu radość. Albo jakoś tak.

Polska blogosfera podróżnicza jest duża i zróżnicowana, ale tak czy siak każdy zna każdego. Anita zaprosi Ewę na festiwal, Jakub napisze o Marcinie, czy na odwrót. Pojechana pojedzie do Julii, a inna Ewa wyląduje w końcu na Rozdrożach albo chociaż zdecyduje się na Skok w Bok.

Te blogi czytam ja i na 99% czytasz je Ty.

A gdyby tak pogrzebać głębiej i podzielić się instagramowcami spoza głównego nurtu? Albo nawet spoza branży?

Wiadomo, pozostaniemy w temacie. Podróże, krajobrazy, ludzie, jakiś lajfstal, trochę słodkości, wszyscy autorzy "made in Poland". Konta, które uwielbiam, tak jak i uwielbiam konta powyższych. Jedyna różnica - tych możesz jeszcze nie znać. 

@zlystarysierzant - Tomasz Kobza


Tomek to pokazuje piękno w brzydocie i hipnotyzuje zdjęciem. Nie potrafię się oderwać, szukam  nowych szczegółów, analizuję. Taka powinna być fotografia! 



Swiss Candy, czyli Kasia świętuje


Kochani, 23 lutego stuknął Kasi na Rozdrożach roczek. Roczek, który przeszedł bez fajerwerków, ba, nawet bez kawałka ciasta, roczek, o którym wszyscy zapomnieli (no dobra, przede wszystkim zapomniałam JA).
Kilka dni temu jednak wydarzyło się coś, co odmieniło bieg historii. Wyszło słońce! Tak jest, w końcu! Wtedy też jak Afrodyta z piany wynurzyłam się z zimowego letargu i stwierdziłam, że trzeba działać.
Pozałatwiać kilka spraw (kilka zakopać, kilka odkopać), wziąć się za jakieś wiosenne porządki (czy coś) i przede wszystkim: świętować!
A jak każdy wie, najlepiej świętuje się z CANDY ;)
wygraj kosmetyki
Tym razem ciutkę zmienione zasady, chociaż podstawa ta sama. To znaczy: proszę o zgłoszenie chęci udziału w komentarzu pod postem, dodanie bloga do obserwowanych, umieszczenie bannerka u siebie i polubienie na FB, jeśli łaska ;)
Osoby bez bloga proszone są o założenie bloga… żarcik ;) Oczywiście, że mogą również wziąć udział.

To jednak nie wszystko, jest jeszcze zadanie konkursowe. Poniżej prezentuje Wam 3 zdjęcia opublikowane na moim blogu. Waszym zadaniem jest odnaleźć posty, z których one pochodzą. Odpowiedzi publikowane w komentarzach będą kasowane ;) Proszę o przesłanie prawidłowych odpowiedzi (tytułów trzech postów) na kasianarozdrozach ( @ ) gmail.com do 25 marca włącznie.
Nagrodę otrzyma jedna z osób, które umiejscowiły prawidłowo każde z trzech zdjęć.
A nagroda jest tym razem również (a to niespodzianka) bardzo szwajcarska. To kuracja do włosów naszej lokalnej (z Kreuzlingen!), ale uwielbianej w całym kraju marki, specjalizującej się w ziołowych kosmetykach. Kosmetyk chroni kolor włosów, wzmacnia i odżywia. Cudo!
Do tego gadżet, który sama chciałabym wygrać ;) Tylko właśnie nie wiem, jak go opisać ;) Nawet nie wiem, czy takie cuś ma już jakąś nazwę :)
Ok., spróbuję inaczej. Zdarzyło Wam się prawie spalić kabel od ładowarki, bo ładowaliście telefon w kuchni na blacie? Zdarzyło Wam się oblać telefon wodą bądź go zdeptać, bo ładował się gdzieś na podłodze? Bo mi tak…
Z tym urządzeniem takie wypadki już Wam nie grożą ;)

Zapraszam do zabawy!

1.
 2.
 3.

Z wizytą u pięknych i bogatych - Madinat Jumeirah

Madinat Jumeirah to takie miasto w mieście – Dubaj idealny. To alternatywa dla tych, którzy nie mają w planie wyprawy do Bur Dubai (Starego Dubaju) i do Deiry (po drugiej stronie zatoki nad którą leży Bur Dubai, z najsłynniejszym w świecie rynkiem złota – Gold Souk, rynkiem przypraw, perfum i tkanin. Myślicie, że nie ma takich osób? Niestety w ciągu 2 tygodni spędzonych w Dubaju udało mi się ich poznać o wiele za dużo, w tym Emiratczyka, urodzonego w tym mieście (!), który nie zniżyłby się do wizyty w tych rejonach. Milo było Cię poznać, Wasim!
A swoja drogą, przypomniała mi się przeprawa na drugą stronę zatoki – tzw. abrą. Na wybrzeżu mnóstwo ludzi czekających na przeprawę, a gdzieś na obrzeżach jedna, długa i wyróżniająca się (przede wszystkim bladością lic) kolejka. Czekająca w skwarze na swoją łódkę, no bo przecież jak to? Turyści mają podróżować z „lokalsami” (i nie chodzi tu o tych mitycznych, bogatych Emiratczyków, tylko o lud pracujący, Pakistańczyków, Filipińczyków, Hindusów itd.)? Brr.
Ale dobra, miało być o Madinat Jumeirah. Miasto snów. Z wierną kopią Gold Souk, tylko bez tych wszystkich biednych pętających się pod nogami, bez ulicznych sprzedawców zimnej jak lód wody i oczywiście z klimatyzacją. Z kopią Dubai Creek (wspomnianej wyżej zatoki), o wodzie krystalicznie czystej, po której pływają abry tym razem tylko dla turystów. I z eleganckimi restauracjami, hotelami i zapierającymi dech w piersiach basenami. Z widokiem na fascynujący Burj Al Arab (hotel-żagiel) i z eleganckimi, uprzejmymi aż do niemożności kelnerami.
Tak sobie dzisiaj wspominam ten wypad i naszą ekskluzywną kolację nad brzegiem basenu (ekskluzywna była przede wszystkim cena, bo moje danie – tadżin z marchewkami, soczewicą i połówkami cytryn, był tylko przeciętny). Atmosfera też nie należała raczej do najlepszych, bo rozmowa z moja „przyjaciółką” prawie cały czas przebiegała tak:
Ona: ja to tam nie mam czasu na jakieś książki, rozwijać się wewnętrznie? To nie dla mnie. Bla, bla, bla.
Ja: duch jest tak samo ważny jak ciało, czego ty oczekujesz od życia, czego pragniesz? Bla, bla, bla.
Ona: Torebka od Prady, szminki od Diora, och. Bla, bla, bla.
Ja: w szminkach jest ołów, a poza tym testują na zwierzętach, mordercy. Bla, bla, bla.
Kurde, fajnie było!

Podsumowanie? Odbiłam to sobie na następny dzień, w tzw. sportsbar – świeżo wyciśnięty sok z arbuza i humus, do tego towarzystwo dwóch „lokalsów”, no bo kobietę trzeba otoczyć opieką, co nie? I jedzenie ryby z ryżem, oczywiście palcami, oczywiście z talerza miłego pana obok mnie, no bo trzeba się dzielić, prawda?

Jeśli chcecie poczytać więcej o Dubaju, bądź obejrzeć kilka zdjęć, kliknijcie po prostu na etykietę „Dubaj” po prawej stronie i bierzcie, co chcecie. Trochę już się tego nazbierało!

A na koniec ogłoszenia parafialne:
Stuknął mi roczek! 23 lutego. Oczywiście przegapiłam!
Ale teraz spieszę podziękować za to, że ze mną jesteście, że ciągle zaglądacie, a także powitać nowych czytaczy. Dzięki! 


CREATIVE BLOG AWARD



Nananana, dostałam wyróżnienie i to jakie! Za kreatywność ;)

Dziękuję Żanetko i żałuję, że nie mogę Ciebie nominować, bo uwielbiam Twoje zdjęcia i cacuszka, które robisz! ;)
A tu link do jej bloga, jeśli jeszcze tam nie byliście: http://iloveiwish.blogspot.ch/

A teraz krótkie zasady:
1. Wyróżnij 5 blogów (Osoby wyróżnione mogą nominować każdego,
   poza osobą, od której dostały wyróżnienie)
2. Poinformuj osoby wyróżnione o wyróżnieniu
3. Umieść wyróżnienie na bocznym pasku
4. Podziękuj za wyróżnienie ;-) 
5. Opisz siebie w 3 słowach (dosłownie) ;-D

Ok., najpierw ja w trzech słowach, uwaga, bo będzie zwierzęco!

Byk, kot, pszczółka.
Interpretujcie sobie do woli ;)


Dopisek: Hm, zapomniałam o małpie. No szkoda ;)

A teraz moje nominacje… Hmm, chyba dlatego nie lubię takich zabaw, bo nie można nominować każdego. Ale z drugiej strony, to tylko zabawa, wiec chill out, Kaśka!

Za jej szalone pomysły, za tysiąc różnych rzeczy, za które się łapie i dlatego, ze wszystkie z nic mi się podobają!
A w ogóle to tez fajny prezent urodzinowy, takie wyróżnienie ;)
Za zdjęcia, inspiracje i założenie Klubu Polek na Obczyźnie
Za pyszne, bezglutenowe gotowanie, setki pomysłów na minutę i inspiracje deko
Za piękne, analogowe fotografie i historyczne wycieczki
Za makro-fotki, piękną naturę i tysiąc zdjęć boskiego Kofika ;)