Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ren. Pokaż wszystkie posty

Nadbodeńskie zimowe klimaty


Mówią, że internauci nie czytają. Że skanują, przelatują, przeskakują i lecą dalej. Możliwe. Ale po czyjej stronie leży wina? Po tych, którzy piszą banialuki i zapełniają internet tryliardem literek na sekundę czy po tych, którzy nie chcą tracić własnego czasu na czytanie tych banialuków?

Trudne pytanie, czyż nie? 

Dlatego ja powiem od razu: dzisiaj chciałam pokazać wam Bodeńskie. Bez banialuków, bez naciąganych historii, żeby tylko jakieś były, po prostu kilka zdjęć, które pozwolą złapać oddech. Mimo że szare, zimowe, to... lubię je. Zobaczycie miejsca niedaleko od mojego szwajcarskiego domu: Berlingen, Steckborn i Stein am Rhein (Kamień nad Renem). Miłośnicy fotografii znajdą tu odpowiedź na pytanie, co robi filtr polaryzacyjny. Miłośnicy szarości znajdą tu więcej niż jej 50 odmian. Miłośnicy Bodeńskiego znajdą... zgadnijcie! 

Miłego ogladania i komentowania!

A jeśli chcecie obejrzeć feerię barw wieczornego Bodeńskiego (tak, nawet zimą to możliwe), zajrzyjcie tutaj: Zima nad Bodeńskim
















Kasia Kocha Konstanz

Dzisiejszy post sponsoruje Klub Polek na Obczyźnie, który rozrasta się w zastraszającym tempie! Ideą przewodnią marcowego projektu było przedstawienie stolic naszych krajów i ich "hajlajtów". Ale co ja mogę powiedzieć o Bernie? Byłam tam raz i miasto mnie oczarowało, to chyba tyle… Raczej niewiele. Jeśli ktoś ma mimo wszystko ochotę na to niewiele – zdjęcia i niewielka relacja tutaj. A teraz zapraszam do wycieczki po Konstanz!

Kto z Was zna Konstanz?
Nikt?
A kto zna Konstancję, w której w 1414 odbył się sobór powszechny kończący wielką schizmę zachodnią? No właśnie, już lepiej ;)

Niemieckie Konstanz to starszy (i większy brat) szwajcarskiego Kreuzlingen, w którym mieszkam.  Miasta te są praktycznie zrośnięte w jedno, dlatego nikogo nie dziwi, ze ich mieszkańcy kilka razy dziennie są w Niemczech, a kilka w Szwajcarii. No bo w końcu ulubiony fryzjer przyjmuje w Konstanz, a pyszną kawę dostanę tylko w Kreuzlingen, dentysta niemiecki kosztuje o wiele mniej niż szwajcarski, za to Szwajcarzy mają najlepsze czekolady (na świecie ;)).

Jak można by w skrócie opisać Konstanz? To miasto, w którym mieszkamy MY, a WY przyjeżdżacie tu na wakacje ;) (To nie pochodzi ode mnie, ale zgadzam sie w 100%).
To też miasto z jednej strony studenckie, kochane przez młodych, z drugiej mekka emerytów, którzy na starość chcą osiąść tu i tylko tu. Myślicie, że prowadzi to do konfliktów? Ooo tak, codziennie nowych!
W ostatni Fastnacht rada miejska postanowiła dogodzić wszystkim i stwierdziła: godziny parzyste - orkiestry i muzyka z głośników na ulicach dozwolone, godziny nieparzyste - ma panować zupełna cisza. Wszyscy, łącznie z prezydentem miasta, stwierdzili, iż to poroniony pomysł i dlatego też uchwała została przez niego zniesiona.
Leżące nad pięknym Jeziorem Bodeńskim (a właściwie dwoma jeziorami połączonymi przez przepływający przez nie Ren), to miasto prawie wcale nie ucierpiało w czasie wojennych bombardowań, co zawdzięcza sąsiedztwu ze Szwajcarią. Dlatego też podziwiać możecie na przykład soborowy Konzil, któremu w przyszłym roku stuknie 600 lat. Teraz nie odbywają się już w nim sobory, za to czasem robi on za kulisy imprez, takich jak np. Halloween. Znak czasów, proszę Państwa ;)
Jeśli już traficie do Konzil, nie zapomnijcie odwiedzić Imperii, która jako symbol miasta wita przybywających od strony wodnej. 
A jeśli akurat pod Imperią najdzie Was ochota na zrobienie czegoś straaaasznie romantycznego, nie krępujcie się i przyczepcie kłódkę z imieniem swojego wybranka bądź wybranki. 
Jeśli akurat jest lato (koniecznie przyjedźcie latem!) z dużym prawdopodobieństwem właśnie odbywa się jakiś koncert, prawie nad samą wodą, zaraz obok w parku.
Jeśli znudzi Was słuchanie muzyki, wybierzcie się na spacer po starym mieście. Zjedzcie lody w najlepszej lodziarni w okolicy (która to, powiem na priv ;)), wypijcie radlerka w jednym z wielu ogródków piwnych i na zakończenie dnia wybierzcie się na spacer w stronę plaży. Droga wiedzie wzdłuż brzegu jeziora i jest niesamowicie malownicza. Na początku to zwykła (niezwykła!) ulica, którą zdobią najdroższe kamienice w mieście, mające chyba najpiękniejszy widok z okien, jaki można sobie wyobrazić.
Później droga zwęża się i staje się coraz bardziej dzika. W końcu docieramy do parku „Hörnle” i wtedy możemy naprawdę się odprężyć. Rozłożyć ręcznik na wolnym skrawku trawy i najpierw zagrać w siatkówkę. A może w badmintona? A może od razu wskoczyć do krystalicznie czystej (ale chłodnej) wody? Do wyboru, do koloru!
Moim zdaniem, na Hörnle można spędzić calutki urlop ;). Jeśli jednak macie ochotę na zwiedzanie, koniecznie odwiedźcie Wyspę Kwiatów – Mainau. O Mainau było już nie raz tutaj, dlatego powiem tylko: warto się wybrać. Jeśli kochacie kwiatki, kwiatuszki, motyleczki i jeśli nie kochacie, też!
Jeśli udało mi się Was do Konstanz przekonać albo tak czy siak mieliście je w planach, spróbujcie przyjechać w czerwcu, a dokładnie 8 czerwca. Wtedy to rozpoczyna się 2-dniowy, długi na 4 kilometry Flohmarkt, umiejscowiony po dwóch stronach granicy. Ulice pokrywają się wtedy składanymi stolikami, mosty na Renie zamienione zostają w stojaki na rowery, a Wy całą noc możecie handlować, targować się, pić wino nad brzegiem jeziora czy Renu i po prostu być na właściwym miejscu we właściwym czasie.