Kizimkazi - zanzibarska ziemia obiecana
![]() |
Nasz pierwszy domek z liści palmy kokosowej |
Szybko
odnalazłyśmy się w nowym otoczeniu i rozpoczęłyśmy leniwe wyspiarskie życie w
leniwej wyspiarskiej wiosce Kizimkazi. Nie zaprzeczę, że bardzo bliska stała mi
się dewiza życiowa mieszkańców Zanzibaru – pole pole.
![]() |
Agi łóżko ;) |
![]() |
Nasz kolejny domek, po prawej woda! |
Rytm życia
wyznaczały nam pływy morza. Nie można wstawać zbyt późno, bo morze sobie
pójdzie i nici z porannej, orzeźwiającej kąpieli. Dopiero potem bez żalu
obserwowałyśmy jego odwrót, zazwyczaj błogo czytając pod palmą, w jednym z
wielu hamaków.
![]() |
Czytelnia z widokiem |
Po pewnym czasie plaża była na tyle duża, że aż zapraszała do
spacerów i poznawania dna morza. Albo do wyprawy do wsi czy do tak zwanego
hotelu widma (w jedną stronę koniecznie przejdźcie buszem!), niesamowitego,
luksusowo wyposażonego miejsca, które od 14 lat niszczeje, dzięki niekończącym
się sporom o prawo własności. Okoliczni mieszkańcy opowiadają o wielkiej
imprezie na otwarcie, które w ostateczności nigdy nie nastąpiło.
![]() |
Plaża przy opuszczonych domkach |
Hotel powoli
poddaje się naturze, ale nadal z nadzieją czeka na pierwszego gościa. I tylko
czasem odbywają się tam imprezy. Imprezy duchów i imprezy żyjących, którzy
przekupują koczujących tam młodych Masajów, przywożą sprzęt i w niektóre
weekendy świętują na plaży. Niestety nie udało nam się załapać, ale w końcu wszystko
przed nami, prawda?
![]() |
Domek z widokiem |
Powrót do naszego
domku na plaży oznaczał jedno – jeszcze tylko chwila i znowu będzie można
przenieść się w inny świat, ten podwodny. Wyposażone w rurkę i maskę nie
wychodziłyśmy z wody aż do momentu, gdy skóra na dłoniach i stopach nie
przypominała już części ludzkiego ciała. Wymoczone i wymęczone udawałyśmy się
pod prysznic, żeby zmyć słoną wodę. Słoną wodą z prysznica. Takie życie, za to
nasza łazienka miała sufit z idealnie odwzorowanym gwiaździstym niebem
(naprawdę wyglądał jak prawdziwy i gdy na zewnątrz padało, nawet idealnie to
odwzorowywał!) – kto z was może to o swoim suficie powiedzieć?
![]() |
Woda wróciła! |
Noce były gorące.
Dla jednych z powodu temperatury na zewnątrz, która nieznacznie schodziła z
poziomu 30 stopni, dla innych dzięki nocnym uciechom i odnalezionej na drugim
końcu świata „połówce”. Ja wybrałam sen, żeby odespać w końcu standardowe
pobudki o szóstej i żeby nabrać sił na następny tydzień, pełen jeszcze
gorętszych nocy… ale o tym już w kolejnym odcinku!
![]() |
Gorące noce poprzedzały gorące zachody słońca |
Czy jeśli powiem,
że dowiecie się czegoś w kolejnym odcinku, musi oznaczać to, że ten odcinek
skończyłam? Możliwe, ja jednak nie mam ochoty kończyć!
![]() |
Widzicie bujawkę i ławki? Tam, przy ognisku, spędzaliśmy każdy wieczór |
Nie opowiedziałam
wam jeszcze nawet połowy tego, co spotkało nas w Kizimkazi. A spotkała nas np.
rosyjska sex-maszyna i cała Rosyjska wycieczka, która na śniadanie przychodziła
z własną wódką (Aga, to było śniadanie,
prawda?). I dwie słodkie Norweżki, Emilie i Kristin, rozpoczynające
właśnie swoją podróż wkoło świata, które wiedząc, że się przeprowadzamy,
anulowały swój pobyt i pojechały za nami i już latem odwiedzą mnie w
Szwajcarii.
![]() |
Kristin i Emilie po 2-godzinnym trekkingu wpadły na pomysł użycia czegoś przeciwsłonecznego |
I pewna duńska para, której ładniejsza połówka chętnie drinkowała
wieczorami i przy ognisku opowiadała swoje życie, a ta brzydsza połówka
wypływała wtedy w morze, by przywieźć ogromnego tuńczyka dla całego „obozu”. I
nawet bym go spróbowała, gdybym już wcześniej nie straciła wszelkiej wiary w
kulinarne zdolności naszych chłopaków z kuchni (kołkiem do trumny było zatrucie
się… tuńczykiem właśnie).
![]() |
Nasza jadalnia |
I o parze młodych Niemców (na bank z Frankfurtu),
którym prawie udało się zburzyć mój stoicki spokój. I o Isoldzie z Niemiec,
której tłumaczyłam wiadomość do organizatorów letniego festiwalu piwa we
Wrocławiu – dlatego jeśli spotkacie się tam z niemiecką kulturą, wiedzcie, że
to moja zasługa!
![]() |
Bar |
I o Shebi, właścicielu całego przybytku, który chętnie dzielił
się swoim życiem i życiem wyspy. I który tylko raz w życiu widział fajerwerki –
gdy po drugiej stronie, na stałym ladzie w stolicy kraju Dar es salaam, wybuchł
wojskowy skład amunicji. I o Maliku, naszym barmanie, który znienawidził mnie
za stałe krytykowanie puszczanych przez niego (wciąż tych samych!) love songs.
Chociaż jedno mu trzeba przyznać – na niektóre laski to działa!
![]() |
Można się zakochać... |
I o przesłodkim
Peterze z kuchni i o naszym organizatorze rozrywek Ali Simbie, który pewnego
poranka, gdy świat właśnie próbował się skończyć i wybuchnąć jak skład amunicji
w Dar es salaam, zabrał nas łódką na poszukiwanie delfinów, zapewniając wciąż,
że delfiny kochają taką pogodę i że ta chmura już na pewno była ostatnią. Jedno
trzeba mu przyznać, klimat był niesamowity, a i słodkowodnym prysznicem nie
pogardziłyśmy! I o szalonych psiskach, uwielbiających podgryzać moje biodra
(don’t ask), o szczeniaczkach i trzech mini-kocurkach, z których dwa są tak do
siebie podobne, iż długo myślałyśmy, że to jeden i ten sam zwierz. Aż zwierz
się rozdwoił i pokazał w dwóch egzemplarzach.
Piękny był to czas, piękne miejsce i piękni ludzie.
Piękny był to czas, piękne miejsce i piękni ludzie.
Widoczki to raczej rajskie.
OdpowiedzUsuńTuńczyka takiego prosto z morza, cieniutko pokrojonego próbowałam na Amalfi i powiem Ci, że był boski!:)
Ciapki urocze- uwielbiam:)
Oj bardzo rajskie! Ja kocham tunczyka (najchetniej na surowo ;)), ale tu juz mialam dosc testowania beztalencia naszych chlopakow ;)
UsuńA psy mialysmy w obydwu miejscach, wymeczylam je do oporu
Nie wiem tylko, jak Ty się odnalazłaś po powrocie? Ja zbytnio przywiązuję się do poznanych ludzi, więc potem tęsknota mnie zżera. Ale tutaj nie wiem czy bardziej szlochałabym za ludźmi, czy za miejscem.
OdpowiedzUsuńPowiem tak: plakalam w samolocie, przez pierwsze kilka dni bylam w euforii, a teraz od dluzszego czasu w czarnej d.... ;)
UsuńTo ja jestem dokładnie tam, gdzie TY. Ciekawe, że jeszcze się nie spotkałyśmy:)
UsuńPewnie dlatego, ze ta czarna dziura jest wieksza niz nam sie wydaje? ;)
Usuńto ja sobie postoję. a później poleżę i poczekam, aż mi dzieci podrosną i pójdą w świat. wtedy może i ja co nieco z tego świata uszczknę. tymczasem ślinię monitor
OdpowiedzUsuńZagraj w lotka, zeby przyspieszyc! Ja tez zagram ;)
UsuńJak w raju... pięknie. Mój zwyczajowy słowotok mi zaparło.
OdpowiedzUsuńO prosze, zamknac Czarownice to wyczyn ;)
UsuńALe nie dziwie sie w sumie
Bardzo milo wspominam pobyt na Znazi :)
OdpowiedzUsuńMy wczoraj wrocilismy z NZ i tez nie wiem jak wrocic to szarej codziennosci :)
Ehh, ciezkie jest nasze zycie :D
UsuńAleż mieliście niesamowity wyjazd i niezapomniane przygody. Zazdroszczę:)
OdpowiedzUsuńOj bylo naprawde swietnie! Mam nadzieje, ze jeszcze kiedys tam wyladuje
UsuńA tu za oknem chłodno i mokro. Oj jak ja zazdroszczę ;)
OdpowiedzUsuńJa tez juz zazdroszcze od kilku tygodniu, ale pieknie bylo...
UsuńDasz mi namiary na tę miejscówkę? Będę mieszkać na północy w hotelu, ale mając dzień wolny chętnie się wybiorę, szczególnie do opuszczonego hotelu :D uwielbiam takie miejsca :)
OdpowiedzUsuńAaach, zazdroszcze ;)
UsuńWybierz sie koniecznie. Zostan na noc, ale na kolacje idz do Francuza obok, na cocktaile mozesz potem wrocic ;)
http://www.promisedlandlodge-zanzibar.com/
Dala-dala dojedziesz do Kizimkazi i potem czeka Cie maly spacer za wioske, no chyba, ze bedziesz samochodem.
Jak znalezc opuszczony hotel (hotele), powiedza Ci na miejscu, bez problemu tez wysla kogos z Toba
Takie widoki! Ale Ci zazdroszczę!
OdpowiedzUsuńNie będę nic pisać, bo wszystkie słowa są za małe, żeby wyrazić mój zachwyt i zazdrość :)
OdpowiedzUsuńNie będę zbyt oryginalny jeśli napiszę Tobie, że byłaś przez chwilę w prawdziwym raju. Przepiękne miejsce na wakacje :)
OdpowiedzUsuńRadosnych Świąt Wielkanocnych życzy Aga! :)
OdpowiedzUsuńMagiczne miejsce :) Widzę, że obowiązkowo moskitiera nad łóżkiem :)
OdpowiedzUsuńAle widoki! I ten piasek! Piękne!
OdpowiedzUsuńPiękne miejsce, ale sama trochę boję się takich egzotycznych miejsc - tyle słyszałam o różnych chorobach, jadowitych wężach, pająkach itp. Dlatego bardziej trzymam się Europy :)
OdpowiedzUsuńŚliczne zdjęcia. Całkiem inny świat niż Polska :)
OdpowiedzUsuńWspaniała relacja :) Nie mogę się doczekać dalszych historii!
OdpowiedzUsuńCiekawa relacja i pasjonujące zdjęcia :)
OdpowiedzUsuńInteresująca relacja, przyjemnie się ją czyta
OdpowiedzUsuńBardzo ładnie, zazdrość zżera.
OdpowiedzUsuńOstatnie dni w pracy i jedziemy z dziećmi w góry do rodziny ;-)
OdpowiedzUsuńSuper, ja wybieram się nad morze :)
OdpowiedzUsuńŚwietna okolica.
OdpowiedzUsuńŚwietna relacja! Zanzibar to moje marzenie od dawna - bardzo chciałabym je odwiedzić, ale póki co nie było okazji... Mam nadzieje, że kiedyś się uda :)
OdpowiedzUsuńBardzo fajna relacja, a miejsce bajeczne, zazdroszczę! :)
OdpowiedzUsuń