Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cinque Terre. Pokaż wszystkie posty

Monterosso al Mare


Liguria to piękna okolica, jednak jeszcze nie do końca odkryta turystycznie. Plaże nie są pełne leżaków i hotelowych parasoli, a turyści to przede wszystkim włoskie rodziny na wakacjach. Myślałam tak… do momentu aż dotarliśmy do Cinque Terre. I chociaż pierwsza z wiosek, którą odwiedziliśmy, zachowała swoją magię i czar mimo tłumów ją odwiedzających, tak Monterosso mogłoby chyba znajdować się wszędzie na świecie. Taki sobie kurorcik.
Może i jestem za ostra w ocenie, ale po boskim Riomaggiore moje oczekiwania były bardzo wysokie. A po wyjściu z pociągu moim oczom ukazały się: las parasoli na plaży, kebab i lody (ale nie z tych pysznych). Na szczęście wystarczyło zgubić się w tak typowych dla Włoch wąskich uliczkach, żeby móc podejrzeć jak wygląda prawdziwe Monterosso. Z praniem zwieszającym się z każdego okna, z grupa staruszków okupujących ławeczki i korzystających z wieczornego słońca, małych kafejek z tylko jednym gościem pijącym popołudniową kawę.
I może dzięki temu jest nawet bardziej autentyczne niż wyfiołkowane Riomaggiore? Może właśnie to piękne, obrazkowe Riomaggiore jest bajką dla turystów, a Monterosso z jego plażowiczami, kebabami i staruszkami jest prawdziwym światem? Kto wie?
Ja chyba nie znajdę już dzisiaj odpowiedzi na to pytanie, ale mogę powiedzieć Wam jedno. Każde miejsce ma dwa oblicza. Wystarczy zejść ze szlaku, pójść w lewo, gdy inni idą w prawo i zajrzeć za fasadę. Wtedy zobaczycie biedę w mieście opływającym złotem, smutek na twarzy troszczących się o Wasz dobry humor i prawdziwą radość (nieopłaconą napiwkem) na Wasz widok. Wiem, że to banał, ale nawet i banały zdarza nam się zapomnieć…
PS. Specjalne podziękowania dla Agitity, która dla powstania tego posta przejęła aparat!



















Boskie Riomaggiore


Zakochałam się! Uwielbiam się zakochiwać i wiem, że jeszcze kilka razy mi się to zdarzy (inschallah). Tym razem moje serce skradło boskie Riomaggiore. Ostatnia (od strony Genui) miejscowość Cinque Terre. Dostępna drogą lądową (cała trasa przez 5 wiosek ma 12 km) bądź pociągiem. Samochód? Trudno dotrzeć, zaparkowanie jest praktycznie niemożliwe, a odległości między wioskami są ogromne, jesli zdecydujemy się na ten środek transportu.

Do Riomaggiore dotarlismy w drugim dniu naszej liguryjskiej wyprawy, niestety tylko w niepełnym składzie. 3/7 ekipy zdecydowało się na plażowanie. 

Do Cinque Terre wybraliśmy się pociągiem. Nasza stacja w Riva Trigoso zamknięta była na cztery spusty. Automat informował, że chętnie możesz zapłacić za bilet, ale niemożliwe jest jego wydrukowanie. Zrezygnowaliśmy. W pociągu grzeczna Kasia poszła szukać konduktora i zakupiła bilet (na 6 godzin? na 8?) dla 4 osób za całe 16 euro. Przejazd z Riva Trigoso i z powrotem i nieograniczone wsiadanie i wysiadanie na trasie. Tak myślała. W drodze powrotnej, dosłownie półtorej minuty przed Riva Trigoso przyszedł inny konduktor i poinformował, że był to bilet w jedną stroną. Skasował na 10 ojro i poszedł. Tak czy siak wyszło taniej, niż gdybyśmy kombinowali z któraś z "Cinque Terre card" (bo i tak musieliśmy dotrzeć tam i z powrotem). 

Aaaaale, wracając do Riomaggiore. Odwiedzieliśmy je jako pierwsze i trochę pokrzyżowało nasze plany. Zaczarowało, wymęczyło słońcem i nieskończoną ilością schodów i podejść, rozpuściło owocami morza, pizzą i makaronem... I sprawiło, że tak naprawdę zamiast 5 miejscowości, zwiedzieliśmy tylko dwie (za to dogłębnie!). Z jednej strony mnie to smuci, z drugiej cieszy, bo wiem, że muszę tam wrócić.

Zastanawiałam się, jak przedstawić Wam to miejsce, co o nim powiedzieć, jak je opisać. W końcu stwierdziłam, że w tym przypadku żadne słowa nie opiszą tego, co pokażą zdjęcia. Dlatego zapraszam... do wąhania bryzy morza, i świeżego, rozgrzanego słońcem prania, i aromatycznego fritto misto. Mam nadzieję, że uda Wam się poczuć ten klimat!